← Wszyscy twórcy

Justyna Bogaczyk

Złotnictwo

Od konserwacji zabytków do własnej pracowni złotniczej

Z zawodu jest konserwatorką zabytków, ale pandemia sprawiła, że jej zawodowa droga skręciła w zupełnie innym kierunku. Kiedy została bez pracy, zaczęła zastanawiać się nad zmianą zawodu. Zadzwoniła wtedy do znajomego złotnika i zapytała wprost, czy przyjmie ją na praktykę.

Tak zaczęła się jej przygoda ze złotnictwem.

Najpierw był siedmiomiesięczny staż, później kurs, dotacja na rozpoczęcie działalności i własna pracownia. Było też dużo samodzielnej nauki, eksperymentowania i poznawania kolejnych technik. Dziś jej kolekcje są w dużej mierze odzwierciedleniem tego, czego w danym momencie się uczy i czym się interesuje.

Pracuje przede wszystkim ze srebrem, choć na indywidualne zamówienia tworzy również ze złota. Topi metal, wykonuje własne blachy i druty, odlewa w piasku, korzysta z druku 3D. Czasem dokładnie wie, jaki ma być efekt. Innym razem to technika i sam materiał podpowiadają ostateczny kształt.

A pierwszą własnoręcznie wykonaną złotą obrączkę nosi do dzisiaj.

Zacznijmy od początku. Jak właściwie zaczęła się Twoja przygoda z tworzeniem biżuterii?

Z zawodu jestem konserwatorem zabytków i wcześniej pracowałam przy konserwacji metalu. Dość szybko okazało się jednak, że moja wiedza w tym zakresie jest niewystarczająca i w praktyce wykonywałam głównie najprostsze zadania.

Kiedy przyszła pandemia, zostałam bez pracy. Po kilku miesiącach w domu zaczęłam zastanawiać się, czy nie spróbować czegoś zupełnie innego i nie zmienić zawodu.

Zadzwoniłam wtedy do mojego kolegi, Szymona Żebrowskiego, który właśnie otworzył pracownię zajmującą się konserwacją metalu, a jednocześnie z zawodu był złotnikiem. Zapytałam go, czy przyjąłby mnie na praktykę i nauczył nowego zawodu - złotnika. I tak naprawdę od tego wszystko się zaczęło.

Najpierw odbyłam siedmiomiesięczny staż w jego pracowni. Później zrobiłam kurs u pana Gieruckiego. Mój mąż pomógł mi również w uzyskaniu dotacji z Unii Europejskiej na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Dzięki pozyskanym funduszom mogłam kupić sprzęt, narzędzia i wyposażyć własną pracownię.

Przez pierwszy rok dostawałam pomostówkę z UE, która pozwoliła mi opłacić ZUS, księgowość, kupować materiały i przede wszystkim dalej się uczyć - już jednak samodzielnie, we własnej pracowni. W ten sposób zaczęły powstawać moje pierwsze kolekcje i pierwsze wyroby.

Pamiętasz pierwszą rzecz, którą wykonałaś?

Jest jedna rzecz, którą zrobiłam jako pierwszą i która ma dla mnie szczególne znaczenie. Była to biżuteria ze złota, a właściwie obrączka wykonana ze złota, które dostałam od babci na sam początek mojej drogi.

Zrobiłam ją własnoręcznie i noszę do dzisiaj. Ma dla mnie niezwykłą wartość, ponieważ jest pierwszą rzeczą, którą samodzielnie wykonałam ze złota, a jednocześnie pamiątką początków mojej pracy jako złotnika.

Decyzja o zmianie zawodu wynikała przede wszystkim z sytuacji zawodowej czy było w tym coś więcej?

W dużej mierze była to potrzeba. Praca przy konserwacji metalu jest bardzo ciężka fizycznie, szczególnie dla kobiety. Z czasem zaczęłam też myśleć o tym, jak chciałabym pracować za kilka czy kilkanaście lat. Kiedy poznałam zawód złotnika, pomyślałam, że będzie mi po prostu łatwiej pracować w ten sposób.

Ale bardzo ważny był również aspekt twórczy. Od zawsze miałam w sobie potrzebę tworzenia i szukania własnej drogi artystycznej. Złotnictwo pozwoliło mi połączyć rzemiosło, wiedzę techniczną i tę potrzebę tworzenia.

Mogę wykorzystać swoje umiejętności, ale jednocześnie cały czas coś wymyślać, eksperymentować i rozwijać się.

Skąd przychodzą pomysły na kolejne projekty?

Mój proces tworzenia biżuterii jest trochę niestandardowy. Najbardziej inspiruje mnie rzemiosło i sama praca nad metalem.

Mam w pracowni określone narzędzia i sprzęt, które pozwalają mi wykonywać określoną pracę. A moja biżuteria jest w pewnym sensie odzwierciedleniem tego, czym aktualnie się interesuję, czego się nauczyłam i co potrafię zrobić.

Czasami inspiruje mnie konkretna technika. Tak było na przykład z odlewaniem w piasku. Zobaczyłam w internecie filmy pokazujące tę metodę i pomyślałam: „Muszę spróbować”.

Zaczęłam więc uczyć się jej samodzielnie, wykonując kolejne odlewy. Pierwsze były, delikatnie mówiąc, tragiczne. Ale każdy następny wychodził trochę ciekawiej.

Z czasem zaczęłam modyfikować tę metodę i dostosowywać ją do własnych potrzeb. Właśnie w ten sposób powstała moja ostatnia kolekcja, której charakterystycznym elementem jest bardzo nierówna powierzchnia przypominająca piasek albo kamień. Takiej faktury nie da się uzyskać w ten sam sposób żadną inną techniką.

Ta metoda stała się dla mnie punktem wyjścia do projektowania całej kolekcji. Muszę od początku myśleć o tym, jak będą wyglądały kolczyki, nausznice czy zawieszki, ponieważ odlewanie w piasku ma swoje ograniczenia i wymagania. To właśnie technika często podpowiada mi ostateczny kształt biżuterii.

Odlewanie w piasku to tylko jedna z metod, którymi pracujesz. Jakich jeszcze technik używasz?

Mam kilka technik, którymi obecnie się posługuję. Pierwsza, najprostsza, to technika, która towarzyszy mi właściwie od początku działalności.

Od początku chciałam tworzyć biżuterię ręcznie - topić srebro, samodzielnie wykonywać blachę i drut, a następnie z tych materiałów tworzyć gotowe przedmioty.

W ten sposób powstaje bardzo prosta biżuteria, której nadaję charakter dzięki wykończeniu powierzchni. Może być młotkowana, matowa albo wypolerowana na wysoki połysk.

Drugą techniką, nad którą obecnie intensywnie pracuję, jest projektowanie i druk 3D. W tym przypadku współpracuję z moim synem Robertem, który zajmuje się projektowaniem modeli 3D. Ja następnie drukuję te projekty na drukarce z żywicy woskowej, a później odlewam je w srebrze.

W ten sposób powstają bardzo precyzyjnie wykonane elementy biżuterii - zawieszki czy kolczyki. W mojej pracowni jest to przede wszystkim kolekcja inspirowana morzem: muszelki i rozgwiazdy w różnych wielkościach i kształtach.

Ta technika daje mi również ogromne możliwości przy zamówieniach indywidualnych. Mogę przygotować coś specjalnie dla konkretnej osoby - na przykład pierścionek zaręczynowy, zawieszkę z okazji osiemnastych urodzin czy sygnet na wyjątkową okazję.

Swoją biżuterię wykonuję przede wszystkim ze srebra. Na indywidualne zamówienie tworzę również biżuterię ze złota.

Każda Twoja kolekcja jest trochę inna. Co je wyróżnia?

Każda moja kolekcja ma swoje charakterystyczne cechy i jest odzwierciedleniem moich umiejętności, zainteresowań i technik, których aktualnie się uczę.

Pierwsza kolekcja powstała właściwie wtedy, kiedy zaczynałam pracę jako złotnik. Chciałam przede wszystkim nauczyć się robić wszystko od podstaw - topić srebro, samodzielnie wykonywać drut i blachę, a później z tych materiałów tworzyć biżuterię.

W ten sposób powstawały moje pierwsze obrączki, pierścionki, naszyjniki, chokery i kolczyki. Wszystko było wykonane w stu procentach ręcznie.

Druga kolekcja powstała przy współpracy z moim synem Robertem, który przygotowuje dla mnie projekty 3D. Ja następnie drukuję je na drukarce 3D z żywicy woskowej i odlewam w srebrze. Tak powstała kolekcja inspirowana morzem - z muszlami i rozgwiazdami. Są tam kolczyki i zawieszki w różnych kształtach i rozmiarach, bardzo precyzyjne i dokładnie odwzorowane.

W tej technice powstaje też najwięcej projektów indywidualnych na zamówienie. To może być na przykład pierścionek zaręczynowy, zawieszka dla córki z okazji wejścia w dorosłość czy biżuteria z ważną dla klienta informacją zakodowaną alfabetem Morse’a.

Lubię takie projekty, ponieważ oprócz samego przedmiotu mają w sobie osobistą historię.

Trzecia kolekcja to biżuteria odlewana w piasku. To jedna z ostatnich technik, których nauczyłam się całkowicie samodzielnie, i chyba najbardziej charakterystyczna dla mnie. Powstają w ten sposób zawieszki, kolczyki czy sygnety o niepowtarzalnej fakturze, której nie da się uzyskać żadną inną techniką jubilerską.

Myślę, że właśnie ta charakterystyczna, nierówna powierzchnia może być w przyszłości jedną z cech, po których będzie można rozpoznać moją markę.

Co najbardziej lubisz w samym procesie tworzenia?

Najbardziej lubię moment, kiedy pomysł już pojawi się w mojej głowie i wiem, jak go zrobić. Wtedy po prostu zaczynam pracę.

Topię, odlewam, lutuję, obrabiam i nagle z kawałka metalu powstaje na przykład nausznica o ciekawej fakturze.

Szczególnie lubię odlewanie w piasku, bo ten proces jest trochę nieprzewidywalny. Nigdy do końca nie wiem, co wyjdzie. Czasami odlewam coś po raz pierwszy i okazuje się, że powstało dokładnie to, co sobie zaplanowałam. A czasami wychodzi nawet lepiej niż w moim projekcie.

I właśnie ten moment pracy z metalem, kiedy pomysł zaczyna materializować się w rękach, sprawia mi największą przyjemność.

Jest projekt, który ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Jest jeden projekt, z którym wiąże się szczególna historia - również rodzinna i związana ze Śląskiem. Pochodzę ze Śląska, tutaj się urodziłam i stąd pochodzi moja rodzina.

Kiedy moja ciocia dowiedziała się, że zmieniłam zawód i zostałam złotnikiem, podarowała mi swoją zawieszkę z pierwszej Komunii Świętej. Ma ona prawie 90 lat i jest ozdobą jeszcze sprzed wojny. Jej stylistyka mocno nawiązuje do przedwojennego, niemieckiego Śląska. Jest bardzo ciekawa i zupełnie różni się od dewocjonaliów, które możemy obecnie znaleźć w sprzedaży.

Postanowiłam wykorzystać ją jako wzór i wykonałam jej odlewy w srebrze. Dzięki temu powstała moja interpretacja tej rodzinnej pamiątki.

Sama ciocia również była niezwykle ciekawą osobą, bardzo mocno związaną ze Śląskiem. Przez ponad 70 lat była organistką w kościele w Turzu. Dlatego ta historia ma dla mnie znaczenie nie tylko jako historia biżuterii, ale też jako część mojej rodzinnej historii.

A czy jest biżuteria, z którą szczególnie trudno byłoby Ci się rozstać?

Nie mam jednej konkretnej rzeczy, jeśli chodzi o biżuterię, z którą byłoby mi szczególnie trudno się rozstać. Przez lata powstało bardzo dużo prototypów, które ostatecznie nie weszły do produkcji ani do sprzedaży.

Mam w swojej szkatułce pojedyncze sygnety, bransoletki czy inne prototypy i tylko ja je noszę. Zawsze, jeśli coś mi się szczególnie spodoba, mogę przecież zrobić sobie kolejne egzemplarze.

Jest natomiast jedna rzecz, z którą rzeczywiście trudno byłoby mi się rozstać - to niebieski bursztyn. Jest bardzo rzadki, a ten, który mam, wyjątkowo mi się podoba. Mam już na niego pewien plan. Chciałabym zrobić z niego zawieszkę, ale czekam jeszcze na właściwą inspirację i ten moment, kiedy będę dokładnie wiedziała, co chcę stworzyć.

Myślę, że będzie to taka biżuteria, która nigdy nie trafi do sprzedaży. Będzie tylko dla mnie.

Zdarza Ci się mieć wrażenie, że to biżuteria „wybiera” swoją właścicielkę?

Bardzo często mam takie wrażenie. Wiele moich klientek kupuje biżuterię dla siebie. Szczególnie na targach zdarza się, że przychodzą dziewczyny czy panie, mierzą jakiś model i nagle okazuje się, że idealnie do nich pasuje.

Czy są to kolczyki, czy pierścionek, który idealnie leży na dłoni - czasami wystarczy, że klientka zobaczy siebie w tej biżuterii i już nie potrafi sobie jej odmówić.

Mam czasami wrażenie, że niektóre rzeczy po prostu czekają na swoją osobę. Część biżuterii wykonuję seryjnie, ale powstają też pojedyncze egzemplarze. I właśnie te pojedyncze są chyba najtrudniejsze do sprzedania, bo mam wrażenie, że one czekają na tę jedną konkretną osobę, do której będą idealnie pasować.

Początki własnej działalności bywają trudne. Miałaś moment, w którym chciałaś zrezygnować?

Kiedy zaczynałam, miałam bardzo duże wsparcie ze strony rodziny. Dzięki dotacji, którą udało mi się pozyskać, miałam też pewien spokój finansowy na start. Same początki zakładania działalności i rozkręcania firmy oczywiście nie były łatwe, ale dzięki temu wsparciu udało mi się przez ten pierwszy, najtrudniejszy okres przejść.

Nie miałam do tej pory takiego momentu, w którym naprawdę chciałabym zrezygnować. Oczywiście czasami jest ciężko. Szczególnie kiedy jedzie się na targi, które są źle przygotowane albo słabo rozreklamowane, klientów jest niewielu, a sprzedaż nie jest taka, jakiej człowiek oczekiwał.

Wtedy pojawia się myśl: „Czy na pewno wybrałam właściwą drogę?”.

Ale później wracam do pracowni, sprzątam wszystko po targach, układam biżuterię i bardzo szybko pojawiają się nowe pomysły. Znowu mam coś do zrobienia, coś do zaprojektowania, coś do przetestowania.

I wtedy przypominam sobie, że przecież właśnie to sprawia mi przyjemność i pozwala mi się artystycznie realizować. A rozkręcenie własnej firmy po prostu musi trwać. To wymaga czasu, cierpliwości i pracy.

A kiedy poczułaś, że złotnictwo jest właśnie tym, czym chcesz się zajmować?

Myślę, że po raz pierwszy poczułam to właśnie podczas stażu u Szymona. Kiedy zaczynałam poznawać ten zawód i kolejne techniki, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to jest właściwa droga dla mnie.

Po zakończeniu stażu mój mąż zapytał mnie: „Co właściwie chcesz robić?”. A ja już wtedy wiedziałam, że chcę założyć działalność i pracować jako złotnik.

Co dalej? Masz już pomysły na kolejne kolekcje?

W tej chwili najważniejsze jest dla mnie rozwijanie marki i sprzedaż kolekcji, które już stworzyłam. Chcę, żeby moja biżuteria trafiała do coraz większej liczby osób i żeby marka była coraz bardziej rozpoznawalna.

A co przyniesie przyszłość? Zobaczymy.

Zawód złotnika jest wyjątkowy właśnie dlatego, że właściwie przez całe życie można się uczyć. Można poznawać nowe techniki, eksperymentować z różnymi metodami pracy i tworzyć właściwie nieskończoną ilość rzeczy.

Daje mi to ogromne poczucie wolności i możliwość artystycznego rozwoju przez całe życie. Mogę ciągle uczyć się czegoś nowego i jednocześnie łączyć różne moje zainteresowania i umiejętności - związane z konserwacją, ceramiką, rzeźbą czy projektowaniem.

Dlatego jestem pewna, że będą powstawały kolejne kolekcje. I myślę, że każda nowa kolekcja będzie odzwierciedleniem tego, czego w danym momencie się nauczyłam i czym się interesuję. Chciałabym, żeby każda była zupełnie inna od poprzedniej.

Na koniec - co powiedziałabyś komuś, kto myśli o zmianie zawodu albo rozpoczęciu własnej działalności, ale jeszcze nie zrobił pierwszego kroku?

Jeżeli ktoś chce rozpocząć swoją przygodę ze złotnictwem albo z jakimkolwiek innym zawodem, powiedziałabym po prostu: spróbujcie.

Warto otoczyć się ludźmi, którzy będą nas wspierać i pomagać. Warto poszukać możliwości dofinansowania, dotacji, kursów i miejsc, w których można zdobyć wiedzę. Ale przede wszystkim trzeba zrobić ten pierwszy krok i po prostu zacząć.

Bo nie będziemy młodsi. A marzeń nie powinno się odkładać na przyszłość.

Trzeba je realizować.