← Wszyscy twórcy
Twórca

Julia Stachowska

Rzeźbiarstwo

Julia Stachowska — Rzeźbiarstwo

Kiedy Julia patrzy na blok kamienia, wie już, co chce z niego wydobyć. Forma jest w jej głowie, zanim pojawi się pierwsze uderzenie narzędzia. Wszystko ma swój plan, proporcje i kształt. A jednak nawet wtedy kamień potrafi mieć własną tajemnicę.

W środku może pojawić się kryształ minerału. Czasem skamielina morskiego istnienia. Coś, czego wcześniej nie widział nikt, bo przez tysiące czy miliony lat pozostawało zamknięte wewnątrz materiału.

I nagle rzeźbienie staje się również odkrywaniem.

Julia trafiła do rzeźby przez miłość do sztuki, dawnej architektury i ornamentyki. Szczególnie pociągał ją marmur - materiał, który do dziś zajmuje w jej twórczości wyjątkowe miejsce. Swoją pierwszą kamienną pracę nazwała „Rozkwitając”. Przedstawiała zwinięty, jeszcze nierozwinięty liść akantu związany jutową liną. Była opowieścią o odczuwanej wtedy niemocy, o pragnieniu realizacji i spełnienia.

Dzisiaj pomysłów Julii zdecydowanie nie trzeba uwalniać. Jak sama mówi - właściwie się nie kończą. Jedna rzeźba prowadzi do kolejnej. Kiedy nie pracuje w kamieniu, pisze artykuły albo projektuje grafiki. Planuje, marzy, zadaje pytania i zamienia je w następne projekty. Sama określa się trzema słowami: pracowita wizjonerka kochająca życie.

W rzeźbie fascynuje ją przestrzenność i fizyczna obecność dzieła. Rzeźbę można obejść, dotknąć, obserwować z różnych stron. Kiedy trafia do czyjegoś domu, zaczyna uczestniczyć w jego codzienności. I może zostać tam znacznie dłużej niż jej twórca.

Być może właśnie dlatego Julia tak dużą wagę przywiązuje do tego, dokąd trafiają jej prace. Nie szuka dla nich po prostu kupujących. Szuka ludzi, którzy je pokochają.

„Tego, co jest w środku bloku, nie widział jeszcze nikt”. Rozmowa z Julią

Zacznijmy od początku. Co sprawiło, że spośród tylu dziedzin sztuki wybrałaś właśnie rzeźbę?

Zaczęło się od miłości do sztuki, zachwytu nad dawną architekturą, ornamentyką i marmurem jako materiałem rzeźbiarskim.

Pamiętasz swoją pierwszą pracę w kamieniu?

Tak. Był to zwinięty, nierozwinięty liść akantu związany jutową liną. Rzeźba nosi tytuł „Rozkwitając” i nawiązuje do odczuwanej przeze mnie wówczas niemocy spełniania się i realizacji.

Dziś pomysłów chyba Ci nie brakuje. Skąd się biorą?

Sama do końca nie wiem. Chyba z życia i natury. Bardzo inspirują mnie również ludzie i ich historie, choć nie przekładam ich bezpośrednio na swój język plastyczny. To raczej historie, dzięki którym się nie poddaję, nie zrażam i dalej pracuję.

Nie szukam inspiracji na zewnątrz. Po prostu tworzę.

Jedną pracę za drugą. Kiedy nie rzeźbię w kamieniu, piszę artykuły albo projektuję grafiki. Pomysły w zasadzie się nie kończą. Nieustannie zadaję sobie pytania, rozmyślam, przekładam to wszystko na prace i dbam, żeby były na odpowiednim poziomie. Jestem perfekcjonistką.

Kiedy zaczynasz nową rzeźbę, widzisz już jej ostateczny kształt czy pozwalasz, żeby forma pojawiła się podczas pracy?

Zawsze najpierw widzę gotową formę. Realizacja konkretnej rzeźby jest zaplanowana i z góry przewidziana.

Spontanicznie zarządzam natomiast swoim czasem, bo rzeźbienie jest mocno uzależnione od pogody.

A mimo planu sam kamień potrafi Cię jeszcze zaskoczyć?

Tak. Zdarzają się w nim na przykład kryształy minerałów czy skamieliny istnień morskich, o których wcześniej nie wiedziałam. Tego, co znajduje się w środku bloku, nie widział jeszcze nikt. Zdarzają mi się więc odkrycia.

Co najbardziej lubisz w pracy z rzeźbą?

To, że jest przestrzenna i nie muszę rysować - mogę ulepić model palcami.

Kiedy widzę swoją rzeźbę u kogoś w domu, czuję, jakby praca była obecna w jego życiu. Można jej dotknąć, obejść ją. Żyć razem z nią.

Czasy mogą się zmieniać, a wraz z nimi kontekst prac. Myślę jednak, że kiedy mamy do czynienia z rzeźbą w kamieniu, wrażliwy odbiorca zawsze będzie w stanie docenić również pracę, którą rzeźbiarz włożył w stworzenie dzieła. Lubię tę ponadczasowość.

Marmur zajmuje wśród tych materiałów szczególne miejsce?

Tak. Można powiedzieć, że najlepiej pracuje mi się właśnie z marmurami.

W ogóle kamienie zawsze wydają mi się piękne i wyjątkowe.

Praca w kamieniu wymaga ogromnej cierpliwości. Jak długo potrafi powstawać jedna rzeźba?

Najdłużej nad jedną rzeźbą pracowałam w sposób ciągły przez cztery miesiące.

Zdarzyło Ci się podczas tych wielu godzin popełnić błąd, którego nie dało się już naprawić?

Raz zdarzyło mi się zniszczyć pracę. Nauczyłam się, że kiedy odczuwa się wewnętrzny chaos, przechodzi on na rzeźbę.

Jeżeli dojeżdżam do pracowni i czuję, że jestem w nieodpowiednim nastroju, sprzątam, wychodzę i zajmuję się czymś, co poprawi moje samopoczucie. Nie robię rzeźb na siłę. To może zaszkodzić formie.

Czyli podczas pracy potrzebujesz określonych warunków?

Tak. Ciszy. Muzyka jest u mnie w samochodzie.

Co jest w takim razie najtrudniejsze w byciu rzeźbiarką?

Poczucie niezrozumienia tego, co robię, przez osoby z zewnątrz. Marginalizowanie zawodu artysty.

Mocno przywiązujesz się do swoich prac?

Tak, ciągle są rzeźby, z którymi trudno mi się rozstać. Mam w mieszkaniu takie, które nie są na sprzedaż - na przykład dwie pierwsze prace wykonane w marmurze karraryjskim. Jestem sentymentalna.

Każdej rzeźbie, którą sprzedałam, starałam się znaleźć odpowiedni dom. Taki, w którym moja praca będzie doceniona, właściciele będą czuli się z nią związani i zapewnią jej bezpieczeństwo.

Powiedziałaś, że rzeźba może właściwie „żyć” razem ze swoim właścicielem. Kto w takim razie może mieć Twoją rzeźbę?

Ktoś, kto ją pokocha.

Nie tworzę z myślą o konkretnym odbiorcy. Moje prace tworzę dla siebie — są odbiciem moich wizji, emocji, marzeń, a także mojego charakteru.

Chciałabym jednak, żeby ludzie patrząc na nie, czuli piękno, harmonię, miłość i zachwyt nad naturalnym materiałem.

A co łączy ludzi, którzy rzeczywiście wybierają Twoją sztukę?

Są to ludzie wrażliwi, inteligentni, odważni, przedsiębiorczy, ceniący estetykę i naturalny kamień. Doceniają mój wysiłek i wizję artystyczną.

Śląsk jest częścią Twojej historii. Co Cię z nim łączy?

Czuję związek ze Śląskiem i miejsce, w którym żyję, wpływa na moją twórczość. Szczególnie bliscy są mi ludzie stąd.

Cieszę się też, że jest to region tak rozwinięty i obfitujący we wszystko, czego potrzebuję.

Dużo pracujesz, planujesz, jesteś ciągle w drodze. Potrafisz w ogóle się zatrzymać?

Spokój właściwie nie jest czymś, do czego szczególnie dążę. Cały czas wychodzę ze swojej strefy komfortu, a problemy zawsze staram się rozwiązywać od razu.

Są jednak krótkie chwile, kiedy podczas przerwy w rzeźbieniu siadam na krześle, obserwuję drzewa i ptaki. Wtedy pojawia się uczucie spokoju i łączności z naturą.

A jak wygląda dzień, w którym nie trzeba niczego gonić?

Idealny jest taki, kiedy nie wstaję na sygnał budzika. Jem wspaniałe śniadanie, wychodzę z domu i idę z przyjaciółmi na kawę gdzieś we włoskim miasteczku albo na greckiej wyspie.

Idealne dni to te bez ścisłego planu, kiedy jestem otoczona pięknem i życzliwymi ludźmi.

Co jest dla Ciebie najważniejsze poza samym tworzeniem?

Relacje z ludźmi, podróże, oglądanie dzieł sztuki, dobre jedzenie, książki i ciągły rozwój. Dążenie do szczęścia i zadowolenia dzięki temu, co robię.

W ludziach najbardziej cenię dobro, uczciwość, siłę, odwagę, zainteresowania i to, że mogę się czegoś od nich nauczyć.

Sama zawsze dążę do wolności i wierności sobie, bez poczucia naginania własnych granic.

Gdybyś jednak miała stworzyć jedną rzeźbę, która zostałaby po Tobie - jak by wyglądała?

Byłaby duża, abstrakcyjna i bardzo ażurowa.

A co chciałabyś zostawić ludziom poprzez swoją sztukę?

Chciałabym dzielić się z odbiorcami pięknem poprzez moje rzeźby. Chciałabym też pokazać im, że oni również mogą spełniać swoje marzenia i realizować się w czymkolwiek zechcą.

Przed nią więc jeszcze sporo kamienia do odkrycia, form do wydobycia i planów do zrealizowania. Być może kiedyś powstanie też ta duża, abstrakcyjna, ażurowa rzeźba, którą chciałaby po sobie zostawić.

Znając jednak tempo, w jakim pojawiają się kolejne pomysły, trudno uwierzyć, że skończyłoby się na jednej.

I chyba dobrze. Niech kamienia wystarczy