← Wszyscy twórcy
Twórca

Ewa Mońka

Malarstwo

Ewa Mońka — Malarstwo

To, czego nie da się ukryć

Na obrazach Ewy są kobiety. Czasem nagie, czasem odwrócone, czasem zastygłe w geście, który mówi więcej niż twarz. Szczególnie ważne są dłonie. Bo twarz — jak mówi Ewa — możemy nauczyć się kontrolować. Dłonie znacznie trudniej. Potrafią zdradzić to, co próbujemy schować.

I chyba właśnie to „schowane” interesuje ją najbardziej.

Ewa maluje emocje, doświadczenia i stany, które nie zawsze łatwo nazwać. Swoje obrazy nazywa osobistym dziennikiem emocji. Główną bohaterką tego dziennika jest kobieta — nie tyle konkretna osoba, ile to, co dzieje się pod powierzchnią jej codziennych ról, oczekiwań i masek.

Malarstwo było obecne w życiu Ewy od dzieciństwa. W liceum przygotowywała się nawet do egzaminów na ASP, ale ostatecznie wybrała inną drogę. Usłyszała wtedy pytanie, które pewnie zna niejeden twórca: „Co będziesz robić po malarstwie?”. Posłuchała innych. Sztuka jednak wróciła.

I wróciła w momencie, kiedy była naprawdę potrzebna.

Kilka lat temu, mierząc się z wypaleniem zawodowym, Ewa ponownie zaczęła malować. Powstał wtedy cykl „Jej oblicza” — bardzo osobisty, będący dla niej formą auto-arteterapii. To, co początkowo pomagało jej samej przyglądać się własnym emocjom, z czasem zaczęło poruszać również inne kobiety.

Dziś fascynuje ją wpływ sztuki na człowieka, a kolejnym kierunkiem, który chce poznawać, jest arteterapia. Bo w przypadku Ewy malowanie nie kończy się wraz z ostatnim pociągnięciem pędzla. Ważne jest również to, co wydarzy się później — kiedy przed obrazem stanie drugi człowiek.

Zacznijmy od Ciebie. Kim jesteś, kiedy odłożysz pędzel?

Mam na imię Ewa. Oprócz tworzenia zajmuję się wsparciem klienta przy aranżacji wnętrz w korporacji, organizacją slow-festiwali oraz działalnością charytatywną. Fascynuje mnie wpływ sztuki na człowieka, dlatego moją kolejną drogą jest arteterapia.

Malarstwo pojawiło się w Twoim życiu wcześnie, ale później na jakiś czas zniknęło. Jak wyglądał ten powrót?

Moja przygoda z malowaniem zaczęła się, jak u większości z nas, w dzieciństwie i zniknęła wśród innych zajęć w podstawówce. Powróciła w liceum, kiedy zaczęłam przygotowywać się do egzaminów wstępnych na ASP.

Nie wybrałam go jednak jako głównego kierunku. Posłuchałam innych ludzi, którzy mówili: „Co będziesz robić po malarstwie?”.

Malarstwo wróciło do mnie parę lat temu, kiedy mierzyłam się z wypaleniem w pracy. Mogę powiedzieć, że mnie wtedy uratowało. Pomogło mi zajrzeć bardzo głęboko w siebie. Stworzenie cyklu „Jej oblicza” było dla mnie działaniem auto-arteterapeutycznym.

Kobieta stała się główną bohaterką Twoich obrazów. Dlaczego właśnie ona?

Od zawsze miałam w sobie misję wspierania kobiet, sama jednocześnie szukając odpowiedzi na wiele niewiadomych. Malując kobiety, przelewam swoje emocje i myśli na płótno.

Moje obrazy są moim osobistym dziennikiem emocji, który - jak się okazało - jest bliski wielu odbiorczyniom. Dzięki nim mogę inspirować kobiety, więc udało mi się połączyć twórczość z misją pomagania.

W Twoich pracach pojawiają się akty, ale daleko im do dosłowności. Co oznacza dla Ciebie nagość?

Ubrania nadają postaci charakter i określoną rolę. Akt jest dla mnie metaforą zrzucenia codziennej maski, którą przybieramy. To szczerość wobec stanu, w którym jesteśmy, i niezaprzeczalna prawda o sobie.

Podobną rolę pełnią chyba dłonie. W Twoich obrazach trudno ich nie zauważyć.

Tak. Podobnie jak akty, dłonie niosą dla mnie przekaz braku maski. O ile twarz trenujemy, żeby nie pokazywała emocji, o tyle dłoni nie jesteśmy w stanie tak łatwo opanować. Czasem zdradzają więcej niż nasze oczy.

Malowanie dłoni ma dla mnie również drugi wymiar - rozwój warsztatu. To wyzwanie nauczyło mnie pokory i pracy z detalem, a jednocześnie dało ogromną satysfakcję.

Skąd przychodzą pomysły na obrazy?

Moją inspiracją jest życie - przeżywane emocje i doświadczenia.

Pomysły często pojawiają się w niespodziewanych momentach, jak slajdy w wyobraźni. Widzę konkretną kolorystykę i pozę modelki. Są wypadkową moich emocji i refleksji na dany temat, doprawioną charakterystyczną paletą barw.

Zapamiętuję je, a później zapisuję za pomocą fotografii, utrwalając odpowiednią pozę modelki. W odpowiednim momencie przenoszę je na płótno.

Sam moment malowania nazywasz rytuałem. Czego potrzebujesz, żeby wejść do pracowni i zacząć tworzyć?

Ważna jest moja forma fizyczna i odpowiednia ilość czasu. Potrzebuję też właściwych warunków - ciszy i braku innych osób w pracowni.

Ale dla mnie proces nie kończy się wraz z ostatnim pociągnięciem pędzla. Ostatnim etapem jest obserwowanie reakcji odbiorców. Stało się to bardzo ważne, odkąd zaczęłam dostrzegać, jak wiele emocji potrafią wzbudzić moje obrazy. Rozmowy z odbiorcami tworzą niezwykłą nić porozumienia.

Czy właśnie dlatego nie próbujesz narzucać odbiorcy jednej interpretacji?

Tak. Bardziej niż na wywołaniu konkretnej emocji zależy mi na reakcji i pobudzeniu do refleksji.

Rzadko mam okazję usłyszeć interpretację zupełnie inną od mojej, ale kiedy się to zdarza, jestem bardzo ciekawa. To inny punkt widzenia, który czasem może zainspirować mnie do kolejnego obrazu.

Jest jeden obraz, który ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Każdy jest dla mnie ważny i budzi ogromny sentyment. Pamiętam, co działo się w moim życiu, kiedy powstawały poszczególne prace.

Szczególne znaczenie ma dla mnie cała kolekcja „Jej oblicza”, ponieważ jest najbardziej emocjonalna i osobista.

A gdzie w tym wszystkim jest Śląsk?

Śląsk to mój dom od zawsze. To tutaj poznałam wszystkie ważne dla mnie kobiety, więc właśnie w tym środowisku rodzą się moje pomysły na obrazy.

Mówisz o różnych rolach kobiet. Sama też łączysz ich sporo. Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem jako artystki?

Bycie kobietą-artystką i łączenie roli „ogarniaczki domu” z tworzeniem.

Nie potrafię odciąć się od roli strażniczki ogniska domowego i zająć się wyłącznie twórczością. Może istnieje jakiś inny sposób na pogodzenie tych ról? Nie wiem, jeszcze go nie odkryłam. Jeżeli macie jakieś rady, dajcie znać!

Co chodzi Ci teraz po głowie jako artystce? Są już pomysły na kolejne obrazy?

Od dłuższego czasu myślę o nowym cyklu obrazów, ale „Jej oblicza” wciąż nie dają mi spokoju. Chciałabym też wrócić do dużych formatów. Co przyniosą kolejne miesiące? Zobaczymy. Na razie szykuję się do zgłębiania tajników arteterapii.

Na koniec: co powiedziałabyś komuś, kto chciałby zacząć malować, ale jeszcze nie do końca wierzy, że powinien?

Szukaj swojej drogi, swoich pomysłów i swoich inspiracji. Bądź wierna lub wierny sobie. Nie porównuj się. A jeżeli się boisz - działaj metodą małych kroków.