← Wszyscy twórcy

Elżbieta Jankowska

Malarstwo

Kiedy obraz naprawdę kogoś porusza

Na co dzień tworzy w Sosnowcu. Jest malarką, graficzką, a od czasu do czasu również rzeźbiarką. Artystyczną drogę zaczęła od Liceum Plastycznego w Dąbrowie Górniczej, później studiowała projektowanie graficzne na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Przez kilka lat pracowała jako grafik - najpierw w muzeum, później w agencjach reklamowych. Po godzinach powstawały jednak jej własne obrazy i portrety na zamówienie.

W 2019 roku poważnie zachorowała. To doświadczenie sprawiło, że zaczęła bardziej doceniać każdą chwilę i zastanawiać się nad tym, co daje jej najwięcej satysfakcji. Kilka lat później zdecydowała się zrezygnować z etatu. Od 2024 roku prowadzi własną działalność artystyczną.

Jeden z ważnych momentów tej drogi wydarzył się jeszcze wcześniej, w dość nieoczywistym miejscu - Areszcie Śledczym w Katowicach. Podczas wystawy swoich prac Ela zauważyła kobietę, która zatrzymała się przed jednym z portretów i zaczęła płakać. Zobaczyła w nim siebie. Dla Eli był to moment, w którym poczuła, że jej praca faktycznie może kogoś dogłębnie wzruszyć.

Dziś tworzy portrety, pejzaże i abstrakcje. Eksperymentuje z kolorem, teksturą i sposobami nakładania farby, a odbiorcom pozostawia przestrzeń na własne interpretacje.

Zacznijmy od Ciebie. Kim jesteś i jak zaczęła się Twoja przygoda z malarstwem?

Nazywam się Elżbieta Jankowska, ale dla wszystkich jestem Elą. Jestem malarką, graficzką, a od czasu do czasu rzeźbiarką. Od urodzenia mieszkam i tworzę w Sosnowcu.

Swoją przygodę z malowaniem zaczęłam już bardzo dawno temu - najstarsi górale już tego nie pamiętają! (śmiech) Początkiem myślenia o tym na poważnie był wybór Liceum Plastycznego w Dąbrowie Górniczej, a następnie Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, gdzie wykształciłam się jako projektantka graficzna.

Wtedy wydawało mi się, że wybrałam kierunek „praktyczny, ale wciąż twórczy”. Przez kilka lat po skończeniu edukacji pracowałam jako grafik w muzeum, a później w agencjach reklamowych. Praca po osiem godzin przed komputerem, delikatnie mówiąc, przestała być satysfakcjonująca.

Po godzinach tworzyłam własne obrazy i realizowałam portrety na zamówienie. W 2019 roku poważnie zachorowałam, co sprawiło, że zaczęłam doceniać każdą chwilę. Postanowiłam podążać za głosem serca i za tym, co daje mi najwięcej satysfakcji.

W ciągu kolejnych lat uczyłam się, jak zacząć żyć w zgodzie ze sobą, aż wreszcie odważyłam się rzucić etat. Od 2024 roku prowadzę własną działalność artystyczną.

Pamiętasz moment, w którym poczułaś, że malowanie jest czymś więcej niż tylko zainteresowaniem?

Był grudzień 2023 roku. Dzięki znajomemu miałam możliwość pokazania swoich prac w… Areszcie Śledczym w Katowicach. TAK! (śmiech)

Było to niesamowite przeżycie z dwóch powodów. Po pierwsze, naprawdę mogłam zobaczyć areszt od wewnątrz - i to nie jako osadzona, na szczęście. Po drugie, w pewnym momencie zorientowałam się, że jedna z pań oglądających moją wystawę stoi przed obrazem i płacze.

Ona zobaczyła w tym portrecie siebie i była tym bardzo mocno poruszona. Poczułam wtedy prawdziwy dreszcz - moja praca FAKTYCZNIE kogoś dogłębnie wzruszyła. Od tamtej pory, ilekroć patrzę na ten obraz, przypomina mi się ta sytuacja.

Co najbardziej fascynuje Cię w malarstwie? Co sprawia, że wracasz właśnie do tej formy wyrazu?

Wciąż nie odkryłam wszystkich możliwych połączeń kolorów i tekstur. Dla mnie malowanie jest wielką przyjemnością w odkrywaniu nowych sposobów kładzenia farby, mieszania barw i uzyskiwania nowych faktur.

Po prostu lubię fizyczną pracę z tą materią.

Twoje malarstwo można podzielić na portrety, pejzaże i abstrakcje. O czym opowiadają te prace?

Moje malarstwo można podzielić na trzy kategorie: portrety - głównie kobiece - pejzaże i abstrakcje.

Te ostatnie najczęściej wykonuję na zamówienie do wnętrz, natomiast portretami staram się wyrażać swoje emocje i przeżycia.

Pejzaże pełnią funkcję „rozrywkową”. Tutaj pozwalam sobie na najwięcej szaleństw, eksperymentów i badania materii.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Kiedyś były to książki i albumy ze zdjęciami, ale odkąd mamy internet, jest on dla mnie niewyczerpanym źródłem referencji i inspiracji zarazem.

Poza tym, będąc na przykład na wakacjach, lubię zabrać szkicownik i poprzyglądać się ludziom. Jestem ciekawa ich zachowań, wyglądu, historii. Kiedyś pewnie stworzę cykl związany z tym, jak spędzamy wolny czas.

Czasami też dany obraz mi się przyśni. Wtedy traktuję to jako znak - szczególną wskazówkę, na co powinnam zwrócić uwagę.

Jak wygląda Twój proces twórczy? Co pojawia się jako pierwsze?

Najpierw jest pomysł: zarys zachowany w szkicowniku, zdjęcie albo po prostu jakaś wizja utrwalona w głowie. Czasem dojrzewa on dłużej, czasem krócej.

Kiedy zaczynam przelewać ten pomysł na płótno, robię to na jeden z dwóch sposobów. Albo szybko pociągam pędzlem, „brudzę” płótno, żeby pozbyć się tej irytującej, pustej bieli, a następnie wydobywam z tego chaosu kontury i wizja zaczyna przybierać kształt. To sposób, który lubię i który jest dość spontaniczny.

Drugi wariant to spokojne i dokładne przerysowanie szkicu, tak żeby potem głowa miała komfort, „że wszystko się zmieści i będzie ładnie zakomponowane”. Później zostaje już tylko „bawić się” w wypełnianie kolorami, ewentualnie szukać jakichś smaczków, nowych pociągnięć kreski czy domalować coś w tle.

A podczas samego malowania pozwalasz sobie na spontaniczność, czy raczej dokładnie wiesz, dokąd obraz ma Cię zaprowadzić?

U mnie wygląda to tak, że jeśli mam ściśle określony cel, to zwykle nie jestem potem zadowolona z efektu. Dlatego coraz częściej stawiam na spontaniczność, dzięki której po prostu dobrze się bawię, a efekt końcowy jest dla mnie zaskoczeniem.

Czy jest obraz, który ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Ciężko wybrać jeden. Na pewno są to obrazy z moimi bliskimi. Ważne są też te, dzięki którym udało mi się coś zrozumieć albo uświadomić sobie.

Czasem praca po jej skończeniu sama coś do mnie „przemówi”, a ja później zastanawiam się nad jej sensem.

Na przykład obraz „Wybranek”. Zainspirowana obrazem innego artysty stworzyłam aureolę z białych motyli - albo ciem - wokół głowy modelki. Ona patrzy wprost na oglądającego, jest dumna i pewna siebie, a na jej ustach - stwierdziłam później, że warto było - domalowałam czarnego motyla.

To był krok, dzięki któremu ze zwyczajnego portretu powstała opowieść o kobiecie, której życie dało wielu mężczyzn, ale tylko jeden - ten wyjątkowy - mógł się do niej zbliżyć. Mam nadzieję, że ta metafora jest widoczna. (śmiech)

Ważne jest dla Ciebie, jak odbiorcy interpretują Twoje prace?

Chciałabym, żeby każdy pozwalał sobie na własną interpretację moich prac i mam to szczęście, że ludzie chętnie dzielą się ze mną swoimi spostrzeżeniami.

Każdy patrzy przez pryzmat swoich doświadczeń i niekiedy spotykam się z zupełnie inną interpretacją, niż była zamierzona. Ale ja się z tego cieszę. Jeśli moje prace wywołają u kogoś dobre uczucia, jestem zadowolona.

Pamiętasz interpretację, która szczególnie Cię zaskoczyła?

Pamiętam, jak znajomy w mojej kompletnie niefiguratywnej abstrakcji dostrzegł statek kosmiczny. Z kolei moja mama widziała w niej zachód słońca w górach.

Dla mnie było to zabawne doświadczenie, bo tworzyłam wtedy całkowicie z gestu i bez intencji, a odbiorcy potrafili dostrzec tak skrajnie różne tematy.

A jaką rolę w Twojej twórczości odgrywa Śląsk?

Dawniej na Śląsku zdobywałam artystyczne wykształcenie, w Parku Chorzowskim uwielbiałam brać udział w plenerze malarskim, a w Zabrzu moją ulubioną imprezą był coroczny Festiwal Rysunku.

Te miejsca budzą we mnie dobre wspomnienia, ponieważ związane są z ludźmi, tradycją i naturą, które są w mojej twórczości najważniejsze.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w byciu artystką, a co daje Ci największą satysfakcję?

Szczerze mówiąc, trudno jest mi zrozumieć i zaakceptować pogłębiającą się ignorancję społeczeństwa wobec sztuki. Mamy ogromne braki w edukowaniu artystycznym i uwrażliwianiu młodzieży, co bardzo mnie boli i budzi niepokój o przyszłość.

Natomiast największą satysfakcję czerpię ze spotkań z ludźmi o podobnej wrażliwości do mojej i możliwości dzielenia się „moim światem” z innymi.

Nad czym obecnie pracujesz? Czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie?

Mam rozpoczętych kilka projektów. Jeden z nich to „Ławeczki wsparcia”, malowane dla psychicznego wspierania osób dotkniętych chorobą onkologiczną. Tworzę je już drugi rok dzięki pomysłowi i zaangażowaniu Fundacji Oko w Oko z Rakiem.

Ostatnio powstała całkiem nowa ławeczka przy Zagłębiowskim Centrum Onkologii w Dąbrowie Górniczej. Drugim, bardzo ważnym dla mnie projektem jest aktualnie malowany cykl zatytułowany „Podszepty dusz”, który traktuję jako pewnego rodzaju wyzwanie i podsumowanie ostatnich lat rozwoju osobistego.

Mam w planach, żeby część tego cyklu została zaprezentowana na wystawie w Pałacu Schoena w Sosnowcu w pierwszym kwartale 2027 roku.

Możliwe też, że jesienią rozpocznę prowadzenie kreatywnych warsztatów, ale jeszcze nie mogę zdradzić zbyt wielu szczegółów.

Na koniec - gdzie można zobaczyć Twoje prace i śledzić to, co tworzysz?

Jest kilka opcji. Jeśli ktoś ma możliwość i chęć wpaść do mojej pracowni w Sosnowcu, to serdecznie zapraszam na spotkanie przy herbatce lub kawce. Polecam wcześniej zadzwonić i umówić termin, bo nie mam stałych godzin otwarcia, a czasem wyjeżdżam załatwiać różne sprawy.

Na Śląsku, w bytomskiej Galerii Stalowe Anioły, można zobaczyć mój obraz „Narodziny światła” w ramach corocznego przeglądu prac lokalnych twórców. Będzie tam do końca października. Kilka moich prac znajduje się również w Galerii Da Vinci w Katowicach.

Natomiast osoby, które nie mają możliwości obejrzenia moich prac na żywo - co najbardziej polecam - odsyłam do moich mediów społecznościowych. Na Instagramie i Facebooku można mnie znaleźć jako art.elajankowska, a także na mojej stronie internetowej.