← Wszyscy twórcy
Twórca

Aleksandra Herbowska-Matera

Malarstwo

Aleksandra Herbowska-Matera — Malarstwo

Zanim pojawi się kolor, kompozycja i pierwsza warstwa farby, potrzebna jest cisza. Nie zawsze ta dosłowna. Ola mówi przede wszystkim o ciszy wewnętrznej - takiej, w której coś może się ujawnić i znaleźć drogę na płótno.

Tworzy intuicyjnie. Plan, jeśli w ogóle się pojawia, pozostaje otwarty, bo obraz może zmienić kierunek w trakcie pracy. Czasem wystarczą trzy dni, innym razem potrzeba kilku tygodni albo miesięcy. Niektóre prace muszą nawet swoje odczekać, zanim przyjdzie moment, żeby do nich wrócić.

W malarstwie Oli spotykają się rysunek i kolor, farba i pastele. Szczególne miejsce zajmuje jednak światło. To obserwowane w naturze - zmieniające kolory, odbijające się, rozpuszczające materię - ale również to mniej dosłowne. Wewnętrzne, transcendentalne, prowadzące do głębszego poznania.

Jej uwagę przyciągają rzeczy, które łatwo przeoczyć. Rozwijające się liście paproci, podnosząca się mgła, cienie przesuwające się po ścianie, chwile pomiędzy dniem a nocą. Zachwyca ją ruch, płynność i nieustanna zmiana. Wszystko to może stać się początkiem obrazu, choć nigdy nie wiadomo, dokąd sam proces ją zaprowadzi.

Ola nie szuka w sztuce prostych odpowiedzi i nie chce dawać ich również odbiorcy. Maluje dla siebie, ale z nadzieją, że po drugiej stronie znajdzie się ktoś, kto poczuje podobnie. Kto zatrzyma się przed obrazem i odnajdzie w nim własną pamięć, własne odczucie albo po prostu chwilę dla siebie.

Bo być może czasem właśnie od zatrzymania i ciszy zaczyna się najwięcej.

Tworzysz właściwie od zawsze. Kiedy malarstwo i rysunek zaczęły być dla Ciebie czymś więcej niż po prostu potrzebą tworzenia?

W moich najwcześniejszych wspomnieniach zawsze mam kredki i farby w dłoniach. Dawało mi to ukojenie i rodzaj bezpieczeństwa. Pierwsze poważne lekcje rysunku i malarstwa brałam w liceum u doskonałych malarzy - Grażyny i Tomka Lubaszki. Wiele się od nich nauczyłam. Przyczynili się też do tego, że wybrałam studia artystyczne.

Powiedziałaś, że w procesie tworzenia najbardziej fascynuje Cię cisza. Dlaczego jest dla Ciebie tak ważna?

Musi pojawić się wewnętrzna cisza, żeby coś powstało, ujawniło się. Później, kiedy ustawię już kompozycję i kolory, lubię patrzeć, jak się zmieniają, nabierają innych tonów i głębi z każdą kolejną warstwą.

Co pojawia się najpierw - pomysł, emocja czy kolor?

Pomysł, emocja i kolor często się ze sobą mieszają. Chyba nie ma reguły, która z tych wartości pojawia się pierwsza. Różnie to bywa.

Wszystko jednak zaczyna się od czucia i wewnętrznego przekonania, że to, co tli się w środku, jest warte wydostania się na zewnątrz.

Jedną z Twoich największych inspiracji jest światło. Co takiego w nim odnajdujesz?

Wielką inspiracją jest dla mnie światło, które obserwuję w naturze - ze swoimi niuansami i odbiciami, rozpuszczające materię, zmieniające kolor.

Interesuje mnie też światło wewnętrzne, transcendentalne. To, które prowadzi do głębszego poznania, jest jakimś sacrum.

Masz przed rozpoczęciem obrazu konkretny plan czy pozwalasz, żeby praca sama Cię prowadziła?

Tworzę raczej intuicyjnie. Ja i plan to kiepski duet. To znaczy czasem jakiś robię, ale najczęściej się go nie trzymam. Zostawiam go jako formę otwartą, która ewoluuje. Nie lubię, kiedy coś mnie ogranicza.

Pomysł na obraz kształtuje się i rodzi gdzieś w głębi. Dojrzewa, a potem spontanicznie wychodzi. Raczej nie zdarza mi się długo obmyślać kompozycji. One po prostu się pojawiają.

Czy w takim razie gotowy obraz często różni się od tego, który pojawił się na początku w Twojej głowie?

Bardzo często, ponieważ powstawanie obrazu to proces. Mieszczą się w nim różne rozwiązania techniczne, zmieniające się światło, czasem nawet przypadek.

Obraz jest zapisem pewnego odcinka czasu, w którym coś przeżywam, zmieniam się, odkrywam i tym samym zostawiam to na płótnie. Pozwalam sobie na takie podróżowanie, bo to mnie ciekawi.

Zawsze jednak jestem wierna nastrojowi, który chcę przekazać. To dla mnie bardzo ważny element obrazu. Tutaj jestem nieugięta. Jeśli nie potrafię oddać klimatu, który wewnętrznie czuję, bardzo cierpię.

Łączysz w swoich pracach malarstwo i rysunek. Jak znalazłaś swój sposób pracy?

Nakładam pastele olejne, a czasem również suche, na farbę. Doszłam do tej techniki wiele lat temu. Lubię ją, bo daje mi możliwość wypowiadania się w obu dyscyplinach jednocześnie.

A skąd wiesz, że obraz jest już naprawdę skończony?

Czuję to. Jeśli nie jestem pewna, wracam do niego wiele razy, aż do momentu, kiedy całkowicie go zrozumiem i dokończę w zgodzie ze sobą.

Do prac całkowicie skończonych nigdy nie wracam. Ale do tych, które kiedyś zostawiłam, bo nie miałam na nie dobrego pomysłu - tak. Zdarzało się, że kończyłam je po długim czasie i efekt był bardzo dobry. Jakby czekały na swój czas.

A jeśli ten czas nie przychodzi? Potrafisz po prostu zrezygnować z obrazu?

Tak. Było kilka prac, które porzuciłam. Niektóre wylądowały w śmietniku, bo nie było już dla nich nadziei. Inne stały na tyle długo za szafą, żeby później przemienić się w zupełnie nowy obraz.

Tworzenie kojarzy Ci się z ciszą, ale podczas pracy pojawia się też muzyka. Jak wygląda Twój idealny moment na malowanie?

Muzyka jest bardzo ważnym składnikiem obrazu, jest jak przyprawa. Dobieram ją do swojego nastroju. Często szukam też czegoś, co mnie zharmonizuje, wprowadzi w głębszy stan. Ale bywają chwile, kiedy potrzebuję kompletnej ciszy.

Mój idealny dzień to taki, kiedy mogę tworzyć w samotności, być w przestrzeni, w której nikt niczego ode mnie nie oczekuje. Jestem wtedy blisko siebie, słyszę swoją intuicję.

Co poza sztuką pozwala Ci wracać do równowagi?

Najważniejsze są dla mnie miłość i rodzina - ta ludzka i zwierzęca.

Spokój daje mi obecność natury, obserwowanie bezkresu, chwile „pomiędzy”, takie jak świt, zmierzch czy moment przed rozpoczęciem pracy. Spokój pojawia się, kiedy czuję, że to, co robię, jest częścią większej całości. Nie musi być wielkie. Musi być prawdziwe.

Masz miejsce, do którego wracasz właśnie po taki spokój?

Tak. To dom w górach, w Kotlinie Kłodzkiej. Jest tam dużo nieba, bezkres i las. To miejsce, w którym wracam do równowagi i ładuję baterie.

Jesteś bardzo uważną obserwatorką. Co potrafi zatrzymać Cię w codzienności?

Rozwijające się liście paproci, podnosząca się mgła, cienie migające na ścianie, trzmiele zapylające kwiaty, ciekawi ludzie, dobry film, muzyka, która mnie zaintryguje.

W świecie najbardziej zachwyca mnie ruch, płynność i aktywna zmiana. Wszystko jest transformacją - począwszy od maleńkiej formy, a skończywszy na wszechświecie. Można dostrzec w tym wiele finezji i piękna.

A czym dla Ciebie w ogóle jest piękno?

Za piękne uważam wszystko, co mnie porusza i pozostawia ślad. Uwielbiam obserwować harmonię w przyrodzie, sztuce i architekturze.

Mieszkasz na Śląsku. Czujesz z nim więź, nawet jeśli nie pojawia się bezpośrednio na Twoich obrazach?

Mieszkam na Śląsku. To moje miejsce. Nie do końca jednak czuję, że wpływa bezpośrednio na moją twórczość.

Bardzo odczuwam trudną historię Śląska. Wzrusza mnie tutejsza zabudowa - zarówno malownicze czerwone osiedla familoków, jak i unikalne mieszczańskie kamienice Bytomia, Chorzowa czy Katowic. Śląsk ma bardzo wyraźny i odrębny charakter na tle pozostałej części Polski.

Tworzysz dla siebie, ale obraz w pewnym momencie zaczyna żyć również po drugiej stronie. Kogo chciałabyś tam spotkać?

Tworzę dla siebie, ale zawsze z nadzieją, że jest ktoś, kto czuje podobnie jak ja.

Myślę, że w mojej twórczości odnajdzie się osoba, która nie szuka w sztuce odpowiedzi, lecz miejsca, w którym może spotkać własną pamięć, własne odczucie i własną obecność. Takie osoby najczęściej kupują moje prace albo zatrzymują się przy nich.

Zawsze maluję z nadzieją, że obraz stanie się platformą do nawiązania wspólnego języka, zatrzymania się we wspólnej przestrzeni.

Powiedziałaś o sobie: uważność, harmonia, poszukiwanie prawdy. Jak te wartości przekładają się na Twoje życie i tworzenie?

Bardzo ważna jest dla mnie autentyczność. Zawsze zadaję sobie pytanie, czy to, co do mnie przychodzi, jest prawdziwe. Ważna jest też uważność - pociągają mnie subtelności - oraz wolność wewnętrzna. Mam potrzebę podążania za tym, co jest dla mnie istotne, nawet jeśli nie jest to oczywiste dla innych.

Szczęście jest dla mnie balansem, byciem w harmonii. Jeśli udaje mi się osiągnąć spójność między tym, co czuję, myślę i tworzę, jestem szczęśliwa.

Twórczość traktuję raczej jako sposób bycia niż zawód.

I na koniec - gdybyś mogła namalować tylko jeden obraz i zostawić go światu, co by przedstawiał?

Nigdy nie chciałabym zostawić światu tylko jednego obrazu, który miałby zawierać wszystko, co mam do powiedzenia.

Nie zmieściłoby się.

Ola mówi, że twórczość jest dla niej bardziej sposobem bycia niż zawodem. I być może dlatego trudno byłoby zamknąć wszystko, co chce powiedzieć, w jednym obrazie.

Jedne prace powstaną szybko, inne będą potrzebowały miesięcy. Niektóre pomysły zmienią się po drodze, a te pozostawione na jakiś czas być może jeszcze doczekają się swojego momentu.

Przed Olą pozostaje więc wiele obrazów i jeszcze więcej rzeczy do odkrycia — w świetle, naturze, świecie i samej sobie.

Na szczęście nie musi zmieścić tego wszystkiego na jednym płótnie.